widgeo.net

piątek, 15 listopada 2013

O KOCIE I WARIOWANIU...


Kot Brunek w zależności od tego czego chce… „odzywa się” do nas różnymi odgłosami. Czasami to zwykłe miauku… czasami mrrrrrr zdarza  się i jakieś krrrrr… a ostatnio gdy chce wejść do pokoju Długiego jest „miau” ale szczekające. Taki niby koto-pies. Lekarz twierdzi że koty,- gdy żyją tylko wśród ludzi dostosowują się do nich i wydaje im się… że także są ludźmi. Próbują więc swoimi fałdami głosowymi (zwierzęta nie mają strun głosowych) wydawać dźwięki podobne. Nauczyłam się więc tej kociej gadaniny i już wiem czego w danym momencie Brunek od nas oczekuje. Przyznam za znawcami i weterynarzami że bardzo inteligentne to zwierzę i być może gdybym mogła poświęcić mu więcej czasu i uwagi nauczyłabym go wiele zaskakujących człowieka rzeczy. Ma kocina swój niepowtarzalny charakter i po obserwacjach widzę że bardziej „wdał się” w Długiego niż we mnie. Jednak pracowitość zdecydowanie ma po mnie. Towarzyszy mi we wszystkich wykonywanych w domu czynnościach a najbardziej lubi chyba wieszanie prania. Brak czułości to spadek po Długim… i przyznam że bardzo nie raz -brakuje mi tego właśnie kociego zwyczaju.
Zrobiło się zimniej… Zaczynam uruchamiać grzejnik. Raj to dla kota i już nawet w nocy śpi w przystawionym do kaloryfera foteliku. Wiem jak bardzo mu tam dobrze, bo właśnie dzisiejszej nocy podczas przeciągania się w trakcie snu… spadł z takowego. Bardzo zdziwiony tym, co się stało –wskoczył  spowrotem na swoje legowisko i natychmiast zasnął snem sprawiedliwego. Bo w ogóle dzisiejsza noc była jakaś szczególna. Spałam dłużej niż zwykle i obudziłam się dopiero o ósmej. Po snach jakie mi się przydarzyły powinnam iść do psychiatry. Śniłam bowiem że Mona Liza którą właśnie maluję ożyła i pogadałam sobie z „obrazem”. Narzekałam że trudna do pracy… że wymagająca… że na koniec muszę postarzyć pracę i jakoś ciężko idzie. Dziewczyna uśmiechając się do mnie nie mniej tajemniczo pocieszała że pomoże w pracy i żebym się nie zniechęcała. Potem był ogród z żółtymi różami i nie moja biała pościel. Gdy otworzyłam oczy… zastanawiałam się czy już całkowicie zwariowałam po rozmowie z obrazem,- czy są może jeszcze jakieś szanse na normalność.
Jestem zbyt wrażliwa. Niedawno jadąc z wykładu byłam świadkiem wypadku. Debil… któremu zbytnio się spieszyło trzasnął w młodego chłopaka przebiegającego przez jezdnię. Wiem… że obaj zawinili…- ale jeśli wyprzedza się z szybkością światła… stojące na czerwonym świetle, na skrzyżowaniu- samochody; zdecydowanie ma się coś nie tak pod kopułą… Działo się to „samochód przede mną”… i zrobiło niesamowite wrażenie. Długi (był ze mną) dzwonił na pogotowie… ja- na policję. Padał deszcz… był już zmrok… i wszystko potęgowało grozę wydarzenia. Do dziś nie mogę otrząsnąć się z wrażenia. Źle sypiam i mam ciągle wypadek przed oczyma. Jeszcze dziś ta dyskutująca ze mną Liza… Bosche…- ja naprawdę zwariowałam.
Autko woła o akumulator… znów nie odpala. No cóż z najbliższej wypłaty muszę kupić. Wybrałam CENTRY bo podobno najlepsze. To tyle z nowości od „wariatki” ;)


poniedziałek, 28 października 2013

PRZEDŚWIĄTECZNY CZAS...

Być może niebo chciało od rana poprawić mi nastrój i ustroiło się w przepiękne… kolorowe chmurki. Te różowe puszki na tle niebiańskiego błękitu wyglądały nie tylko infantylnie…- ale także jakoś nienaturalnie i nieziemsko.




Nie poprawiły mi niestety humoru i dół jaki usiłuję zakopać już od soboty,- zagrał mi na nosie. Nie umiem znaleźć przyczyny takiego stanu… a leczenie objawowe daje ulgę tylko na chwilę. Znów nic mi się nie chce… nie mam apetytu i całe to życie wydaje mi się do kitu. NIE MAM POWODÓW DO NARZEKANIA. Wszystko jakoś zaczęło się układać i jeśli zakładamy że ten trzynasty rok jest pechowy… to już cieszę się na następny. Powinno być jeszcze lepiej.
Skończyłam „Damę z łasiczką”. Położyłam werniks i odłożyłam w kąt. Do „Mony” jakoś nie chce mi się zabrać. Odpocząć chyba muszę parę dni i poczekać na lepszy nastrój.
Nie lubię świąt zmarłych… Nie znoszę tego całego przepychu. Najpiękniej na cmentarzach jest dzień po Zaduszkach. Świątecznie a cicho… tak- jak w tym miejscu powinno być. Nie daje mi spokoju pęknięta na grobowcu płyta. Trzeba coś z tym zrobić…- koniecznie.




środa, 23 października 2013

ZA KRÓTKIE DNI...



Zaawansowanie prac nad „Damą z gronostajem” oceniam na 30%. Jak już pisałam męczy mnie kopiowanie ale na takie właśnie prace jest zapotrzebowanie. Będzie wystawa reprodukcji… muszą być kopie. Zostanie do zrobienia „Mona Liza”… i z tym tematem przyjedzie się zmierzyć. Niespodziewanie na horyzoncie pojawił się temat ptactwa… Chodzi o kury… koguty… Właściwie ten temat pojawił się już we wrześniu… ale nie miałam czasu za to się zabrać.  Ponieważ już druga osoba pyta a takie prace,- po kopiowaniu zabieram się zaraz za „drób”.
Po urodzinach. Uroczystość mogę chyba zaliczyć do udanych… choćby dlatego, że nie potrułam gości ani siebie. Teraz,- jakoś przeżyć muszę święto zmarłych.
Jeden ze swetrów….- zrobiony. Nie jestem zadowolona tak, jak się tego spodziewałam -ale trudno. To tak jest, jak zleceniodawca zdaje się na gust zleceniobiorcy. Następny będzie robiony pod moje zdecydowane dyktando. Teraz muszę jeszcze zastanowić się jak wykorzystać wełnę, która została. Przesadziłam z ilością nie biorąc pod uwagę wydajności. Mam już chyba pomysł. Dokupię podobną… zrobię projekt i będzie następny ciuch. W końcu idzie zima i w czymś muszę chodzić.
Nie wierzę żeby Długi „wydorośliwiał” ale muszę przyznać, że robi się jakiś normalniejszy. Taki poważniejszy i jakby bardziej odpowiedzialny. Lenistwo jednak zostało i przezwycięża wszystko co rodzi się w nim dobre. Na uroczystość niby posprzątał u siebie w pokoju… jednak zdecydowanie nie ma poczucia ładu i porządku.
Rusztowania sprzed okien dziś już zniknęły. Yesu… gdyby co- nie zatrudniłabym tej firmy u siebie nawet wówczas, gdyby chcieli zrobić coś za darmo. Zostało sprzątanie i wynoszenie śmieci. W tym roku muszę już wyrzucić wysłużoną trawę. Zrobiła się okropna i niech przez zimę balkon się przewietrzy i wymrozi.
Nienawidzę krótkich dni… Po prostu fatalnie czuję się w ciemności. Biorąc jeszcze pod uwagę fakt oszczędzania energii- to już zupełna klęska nastroju. Wprawdzie lepiej sypiam… ale taki czas krótkich dni… to nie jest to- co lubię najbardziej.
Fryzjer…. Kurde…. Spieprzyli mi głowę i tylko fakt, że włosy rosną spowodował, że nie wybuchnęłam awanturą. Kolor nie ten… Pasemka złączyły się z kolorem, więc ich nie ma… Za krótko przycięte i wyglądam jak Maria Dąbrowska. Koniec ze słynnym „Gabrielem” SPA. Elegancki salon zamienił się już w podrzędny zakład… w którym biegają drące się dzieci. O tym że zmiana ustawienia stanowisk spowodowała że bezustannie fryzjerki ze stanowisk obok i za… wieją na człowieka uruchomionymi suszarkami nie wspomnę. Z „głuchych” już głośników nie sączy się relaksująca muzyka… a niesympatyczna szefowa,- zgorzkniała jeszcze bardziej. Czas szukać innego salonu.
Obraz… który podarowano prezydentowi- zrobił furorę. Widziałam… jak obdarowywany- w momencie wręczenia nie mógł oderwać od niego wzroku. To bardzo miłe dla twórcy…
I to moja codzienność. Płynący czas… i ja -idąca po krawędzi mojego losu. Na razie jest on łaskawy… Daje mi kolejne szanse… Wykorzystuję je właściwie.