widgeo.net

niedziela, 4 września 2011

...mój facet jest nierobem...


Zaglądam czasami na portal KAFETERIA bo tematy ciekawe i poglądy ludzkie na ten- czy inny temat można porównać. Gdy „przysiadłam” przy temacie „Mój facet jest nierobem”,- mój spokojny charakter przechodził różne przeobrażenia i zmieniał się jak  listopadowa pogoda. I coby nie powiedzieć… zostałam przy swoim zdaniu, że rolą jego w rodzinie jest zapewniać onej bezpieczeństwo… i wartości „upolowane”. Jakiekolwiek przeinaczane funkcje i tłumaczenie się wrodzoną niezaradnością,  tudzież brakiem posad stosownych do jego wykształcenia… dyskwalifikuje takiego,- jako osobnika zdolnego do założenia rodziny. I nie ilość spłodzonych dzieci czyni z niego mężczyznę… lecz możliwość zaspokojenia ich podstawowych potrzeb. Schowajcie panowie te błyszczące ostrza noży, bo tak przez tysiące lat kształtowała waszą funkcję w społeczeństwie natura… I gdy słyszę idiotyczne wywody o równouprawnieniu i emancypacji o jaką walczyłyśmy, kojarzycie mi się z osobnikiem o wyglądzie pana Szpaka. Niby facet.. a wszyscy widzą kobietę.
Podaję link do dyskusji… Naprawdę warto poczytać.
            http://www.kafeteria.pl/przykawie/obiekt.php?id_t=1489

                                    
                                   

piątek, 2 września 2011

na pogodny weekend...


Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne…






                        



czwartek, 1 września 2011

środa, 31 sierpnia 2011

śpiewanie do nadziei...


Przesiedziałam cały dzisiejszy dzień… Siedziałam i rozmyślałam. Szukałam wyjść i ewentualnych rozwiązań problemów. Nic nie wymyśliłam. Balansowałam tam gdzie dobro…. Balansowałam tam- gdzie zło. W pewnej chwili poczułam oparcie dla nóg. Tak…- to było dno. Otchłań ostateczna, bo choć krzyknęłam……………………….. nikt z dołu już nie odpowiedział. Zostaje coraz mniej nadziei…


poniedziałek, 29 sierpnia 2011

nostalgiczny poniedziałek...


Cisza krzycząca poezją i śpiewająca klawiszami fortepianu…
To piękno …… -kiedyś już widziane…
Białe skały i lot jastrzębia…
Wiatr plączący włosy i suszący krople łez na policzkach…
Dzięcioł wystukujący rytm…niczym grajek na werblu…
Dlaczego?...dlaczego?...dlaczego?...
Miażdżące myśli i zrodzone kiedyś nadzieje…
Ostygłe uczucia…
Ostygłe słowa…
Ostygłe ręce…
Patrzysz już tylko w lustro…



niedziela, 28 sierpnia 2011

nie dokazuj miła... nie dokazuj...


Przebrzmiał już skandal p.t. „Szapołowska”. O co chodzi chyba wszyscy wiedzą… a jeśli nie wiedzą nakreślę w skrócie. Pani Szapołowska jest etatową aktorką Teatru Narodowego w Warszawie, któremu jakiś już czas dyrektoruje Pan Jan Englert. Może nie ma… ale chyba ma znaczenie że w teatrze za spektakl „bierze” 2.000 zeta. Gdy nadarzyła się okazja uczestnictwa w  dość popularnym programie telewizyjnym za 6.000 zeta za wieczór, nie zmarnowała okazji i zrywając spektakl wybrała to drugie. Lepiej płatne i łatwiejsze… bo bez uczenia się roli… wielogodzinnych prób… wystarczyło zatrzepotać rzęsami, zarzucić grzywą i pokazać nogi i biust. Pan Englert (choć go nie lubię, uważam ze postąpił słusznie) zwolnił aktorkę i już. Zakpiła z miejsca pracy… z dyrektora… kolegów (pozbawiając ich zarobku za spektakl), sztuki i swoich fanów, którzy wykupili bilety na spektakl. Zrobiła to za zwykłe cztery tysiaki i nadal zastanawiam się czy kasa ta dla niej miała aż takie znaczenie. Ja jednak chciałam „dotknąć” z tej okazji inne nazwisko,- którego właściciel w jednym ze swoich artykułów pisze (cyt): „Jan Englert zdecydowanie zbyt tradycyjnie pojmuje funkcje aktora. Nikomu – powtórzmy -nie opłaca się teraz grać w teatrze. Jest to śmieszny przeżytek.” –koniec cytatu. Stwierdzenie to wyszło spod pióra Jerzego Iwaszkiewicza… i nie mogę wyjść ze zdumienia poglądu tego Pana na opisywaną sprawę. Spytam więc tylko, gdzie Pani Szapołowska zdobywała szlify aktorskie? W jakim miejscu poznawali ją widzowie… i gdzie zobaczyli ją reżyserzy filmów w jakich grała? Gdzie robiła karierę i gdzie widz jest bliżej aktora, niż w tym „przeżytku”? Teatr to magiczne miejsce… Szczególne i zaczarowane jak sama sztuka, która tworzą aktorzy… Nic nie tłumaczy jej oplucia i żaden spóźniony „charytatywny” gest nie zmaże plamy jaka „zdobi” czoło tej pani. Podpisanie umowy „o etat” jest najważniejsze. Tak- jak teatr który wykreował Panią Szapołowską. Nigdy nie podejrzewałam, że osoba z klasą pani Grażyny aż tak „zagwiazdorzy”.














czwartek, 25 sierpnia 2011

poranek...


Fatalnie dziś spałam i gdy po godzinie piątej uchyliłam powieki- nie wiedziałam czy śnię… czy płonie świat. Pokój… spowity czerwoną poświatą, a firany w łososiowym kolorze. Gdy wyszłam na balkon… stałam na nim godzinę z zapartym tchem. Horyzont na wschodzie „płonął”… Jaskrawa żółć wznosiła się fantastycznym łososiem by przejść w czerwień i róż… Wszystko wokół spowite tym szczególnym różem dawało wrażenie, iż świat płonie. Odczuwałam jakby rozgniewany Stwórca palił całe zło świata… z nienawiścią, pazernością i obłudą włącznie. Spektakl… jaki dawała natura trwał. Z zachodu nadciągały chmury… Ich czoło szare… oświetlone czerwienią, tworzyło niesamowita mieszankę odcieni. Nasuwały się na horyzont jak dym od pożaru. Szybko… zmieniając odcienie zakrywały płonący wschód. Gdy świat poszarzał od nawisu ciężkich kłębów… zaczął padać delikatny deszcz. Nieśmiały… jakby zawstydzony tym, że ośmielił się przerwać to cudowne zjawisko. Odgłosy burzy, przypomniały wczorajszy dzień. Tak- wczoraj także była burza. Gdy rozpadał się deszcz, nadal stałam na balkonie. Świat… taki piękny i niezgłębiony… Dający wszystko, co ma do zaoferowania… jest czasami piekłem na ziemi. Tak często uważamy, że jest tak… że gorzej już być nie może. I tylko nadzieja… Ta nadzieja, której trzymamy się kurczowo, pomaga w niesieniu swojego krzyża. Kończy się lato. To lato było dla mnie fatalne. Jutro ostatni dzień upałów, które bardzo źle znoszę. Czy jesień da ulgę w walce z przeciwnościami losu? Wątpię już w jakąkolwiek zmianę na lepsze.



wtorek, 23 sierpnia 2011

sztuka to także...

Moje motto życiowe „nie wszystko jest takie… jak wygląda…” przekłada się także na sztukę. Trójwymiarowe malarstwo uliczne … niestety jeszcze zbyt rzadkie. Twórcy tego typu malarstwa to w tej chwili „perełki”. W tej dziedzinie opowiadanie jest zbyteczne. Niech opowiedzą o swoim kunszcie sami… swoimi rękoma… popatrzcie…