Ole…. Ole…..ole…oleeeeeee… Nie damy się… Nie damy się…
Nie! Nie jestem kibicem. Jakoś nigdy sport mnie nie interesował. Nie chodziłam na mecze nawet w szkołach,- do których uczęszczałam. Po prostu miałam inne zainteresowania… a jeżeli już miałabym znaleźć jakąś dziedzinę sportu na której zatrzymywałam oko -to jedynie łyżwiarstwo figurowe.
Z racji zawodu, interesowałam się budowanym w Warszawie stadionem. W końcu to żadne cudo techniki… ale interesował. Nie wnikałam w ogromne koszty… i dopiero z mediów dowiedziałam się że jest najdroższym tego typu obiektem w europie. W dyskusjach z kolegami „po fachu”- nie raz rzucałam uwagi mówiące o tym że jakość ZAWSZE idzie w parze z kosztami. Nie tylko w budownictwie. Moja racja wypłynęła w trakcie budowy „tanich” autostrad. Gdy pojawiały się nieprawidłowości w trakcie budowy stadionu- wymownie milczałam. Stadion to budowla typowo konstruktorska. Długoletnie prace nad projektem mają swoje uzasadnienia… a wykonawca jeśli mądry… stosuje się ściśle do projektu. W takich przypadkach (według mojej opinii) nie należy uciekać się do tańszych i bardziej ryzykownych rozwiązań. Mądry twórca wie chociażby o tym, że zamiana materiału na inny, tak samo wytrzymały, może pociągać za sobą większy ciężar elementu, zwiększając ryzyko ewentualnych „wpadek”. Ale ja nie o tym.
Właśnie dowiedziałam się, że planowane na najbliższe miesiące mecze na najdroższym stadionie w europie,- mogą się na nim nie odbyć… z powodu OPADÓW ŚNIEGU. Obawy przed tym, że kopuła nie wytrzyma takiego ciężaru- uniemożliwiają jej zastosowanie i gwiazdom światowego sportu będzie na głowę i pod nogi padał śnieg. Organizatorzy liczą teraz przede wszystkim na ogrzewane podłoże. Jeśli zadziała bezawaryjnie, piłkarze nie będą brnęli w śniegu. Obecnie właściciele obiektu usiłują radzić sobie z usuwaniem śniegu z OTWARTEJ KOPUŁY.
Nie będę podawała statystyk bezrobocia w naszym kraju. Nie będę podawała ilości fachowców, jacy zmuszeni sytuacją- wyemigrowali za chlebem w inne miejsca europy i nie tylko. Nie będę pisała jakich znakomitych budowlańców mieliśmy i jeszcze mamy w Polsce. Nam -jak widzę, wystarczy tylko znaleźć firmę, która zgodzi się budować jak najtańszym kosztem. Na papierku… W rzeczywistości późniejsze aneksy i realia znajdują się gorzką prawdą. Koszt obiektu ogromny a jakość żadna.
Ole… ole, ole, oleeeee….- daliśmy się…. daliśmy się…..
Tak… właśnie mija połowa stycznia. Kalendarze na ścianach pozawieszane… Podręczny uzupełniany. Przyszła śnieżna zima. Nie-... mnie ona nie cieszy. Chcę by było ciepło i najlepiej bez śniegu. Nie pracuję. Nie mam odpowiedniego światła.
Grypa na którą zapadł Długi minęła. Cieszę się,- że jak na razie ominęła mnie. Zazwyczaj trudniej radzę sobie z chorobą niż on. Powinnam jednak iść do lekarza na kontrolę. Powinnam… ale nie idę. Obawiam się swojej reakcji na pieczątki na receptach i cyrku w aptece. Bałagan jaki stworzył rząd nie dorównuje żadnemu z dotychczasowych. Szaleją trzęsienia ziemi, wichury… śnieżyce… powodzie i inne kataklizmy. Topią się statki… strzelają do siebie ludzie… wykolejają pociągi i spadają z nieba samoloty. No właśnie… cyrk z katastrofą smoleńską zdaje się zaczynać od nowa. Mieliśmy wszyscy już dość. Kiełkowała nadzieja, że może jeszcze z rok i pechowy samolot będzie się nam śnił tylko w kwietniu. NIE!!! Najprawdopodobniej będzie się nam śnił do końca naszych dni. Wstajemy rano… w wiadomościach o Smoleńsku. W łazience wszystko przyjmuje kształt samolotu. Po otwarciu lodówki wylatuje z niej samolot… Nasz samochód na parkingu wydaje się jakby miał skrzydła. Nawet spojrzenie przystojnego sąsiada sprawia wrażenie pasa startowego. Dość… dość… dość…
A w domu cicho…. Spokojnie… i pachnie świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy.
Minęło 10 dni nowego roku. Roku szczególnego… bo następnego roku kryzysu nie tylko w europie. Roku w ciągu którego zapowiadane są niepokojące i niszczące zjawiska. I nie chodzi tu tylko o kryzys i niepokoje meteorologiczne. Ja- przeżyłam już chwile miłe i te miłe niekoniecznie… Poprawę samopoczucia jak i pogorszenie. Przeżyłam już nawet trzęsienie ziemi. W miarę dobry nastrój mnie opuszcza i myślę że winić należy tutaj- brak światła. Praktycznie od dłuższego czasu brak słonka… a jeśli już się pojawi, to tylko na chwilkę. Trudno więc na taką „chwilkę” szybko ubierać się i wychodzić z domu. Choinka już rozebrana i pouprzątana zmiana wystroju mieszkania na święta. Jest normalnie i niech tak zostanie jak najdłużej. Czytam zaprzyjaźnione blogi w miarę systematycznie. Emanuje z nich tak- jak w życiu,- raz radość… raz smutek… czy po prostu zwyczajność. Zauważyłam ostatnio spadek nastroju blogowiczów, jak i zwiększoną agresywność czytelników. Może to pogoda… a może zmiana nastroju spowodowana obawami związanymi ze zmianami w nowym roku. Faktem jednak jest… że jadowite komentarze nie służą niczemu dobremu. Tak- jak kłótnie w realnym życiu. Funkcja komentarzy na blogach jest pożyteczna… służy dyskusji… pamiętajmy jednak że wszędzie mile widziana jest dyskusja kulturalna, bez obrzucania się obelgami. Przysłowie mówi że „nic tak nie plami jak atrament”,- w dobie dzisiejszej trzeba zweryfikować powiedzenie formułując je „ to- co piszemy świadczy o nas. Nawet jeśli naszym imieniem jest wyłącznie numer IP”.Mam chyba wyjątkowe szczęście… bo przez kilka lat pisania blogów zaledwie dwa razy zdarzyły się (na moim blogu) komentarze agresywne, obraźliwe i źle świadczące nie o mnie… a o osobach spod których „palcy” wyszły. Omijam takie treści. Jestem ponad to i z problemem jaki mają ludzie je wysyłające… właśnie oni muszą poradzić sobie sami.
Zakupy zrobione. Wczoraj w markecie znalazłam mnóstwo okazji. Pieczarki kupiłam po 2 zeta kilogram, bo producenci przesadzili z przewidywanym popytem i mają pełne komory grzybów. Przecież takie pieczarki można zrobić w zalewie octowej jako dodatek do kanapek… nie wspominając już o zupach czy pieczarkach „na gęsto”. Promocje rybne wskazane… należy jednak bardzo uważać na jakość… a właściwie świeżość takowych. To samo dotyczy mięs. W tej materii pomaga mi Długi, bo pracując już jakiś czas w przemyśle spożywczym i znając tricki handlowe- potrafi odróżnić artykuł wartościowy od spożywczego bubla.
Dziś sprzątanie. Wczorajsza wizyta spóźnionego Mikołaja troszkę zamąciła plan jaki miałam na ten dzień ale… Ale w prezencie dostałam przepiękny kalendarz książkowy z wyjątkowo bogatym miejscem na notatki, czyli taki- jaki jest mi potrzebny i wyciskacz elektryczny do cytrusów. Dziś… soku z pomarańczy mam dostatek. Intencja ofiarodawcy spełniona. Zamieniam poranna kawę na sok.
Wyznawcy prawosławia i innych obrządków wschodnich obchodzą Wigilię Świąt Bożego Narodzenia według kalendarza juliańskiego. Tak wyliczone Boże Narodzenie przypada 13 dni później niż u katolików korzystających z kalendarza gregoriańskiego.Dla blisko 600-tysięcznej społeczności prawosławnej w Polsce szósty stycznia jest dniem wigilijnym, rozpoczynającym Święta Bożego Narodzenia. W godzinach popołudniowych we wszystkich cerkwiach odprawione zostaną uroczyste wieczernie. Następnego dnia zaś w godzinach nocnych podczas mszy zwanej jutrznią we wszystkich świątyniach prawosławnych odśpiewana zostanie zwyczajowo kolęda "Chrystus się rodzi. Witajcie". Dla polskich wyznawców prawosławia i wiernych Cerkwi obrządku bizantyńsko-ukraińskiego, obchodzących święta według kalendarza juliańskiego, radosne Boże Narodzenie rozpoczyna się zwykle wieczerzą wigilijną, poprzedzającą wielogodzinne nabożeństwo zwane całonocnym czuwaniem z liturgią. Dopiero po jego zakończeniu w cerkwiach rozbrzmiewają kolędy. Najwytrwalsi prawosławni i grekokatolicy w Wigilię powstrzymują się od jedzenia cały dzień, aż do rozpoczęcia uroczystej wieczerzy. Tę jedyną w swoim rodzaju kolację spędza się wyłącznie w gronie najbliższych, przed rodzinną ikoną. Wieczerza zaczyna się zwykle od kutii z pszenicy, maku i miodu. Już od pewnego czasu upowszechnia się zwyczaj uroczystego dzielenia prosfory, przaśnego, błogosławionego chleba przyniesionego z cerkwi. Potem dopiero, po życzeniach przy choince, na stole pojawią się tradycyjne, postne dania: ryba, szczułok, czyli kompot z suszonych owoców, a na podgórskim południu Polski kisełycia - kisiel z owsa. Na Białostocczyźnie gospodynie przygotowują potrawy z grzybami, smażone na oleju placki. W przestrzegających starego zwyczaju domach na wigilijnym stole muszą się znaleźć: chleb - symbol pożywienia, czosnek - symbol zdrowia, sól - uznawana za znak obfitości oraz miód - wróżący powodzenie. Posiłek wigilijny rozpoczyna się od dzielenia prosforą (wypiekanym przaśnym chlebem) - odpowiednikiem opłatków w tradycji katolickiej. Zwyczaj dzielenia się prosforą w czasie Wigilii pojawił się niezbyt dawno pod wpływem kultury zachodniej. We wschodniej tradycji tę rolę spełniało niegdyś właśnie socziwo, czyli kutia. Wieczerza wigilijna składa się tradycyjnie z dwunastu dań. Na stole, zgodnie z tradycją, powinny się znaleźć: chleb - symbol pożywienia, czosnek - symbol zdrowia, sól - symbol obfitości oraz miód - symbol słodyczy (powodzenia) i postne potrawy. Prawosławni mają kilka nazw Wigilii. Mówią na nią m.in. nawieczerie lub soczelnik. Ta druga nazwa pochodzi od "socziwa", czyli gotowanej pszenicy polewanej miodem, która była poprzednikiem obecnej kutii. Zwykle po całonocnym nabożeństwie Bożego Narodzenia i krótkim odpoczynku w pierwszy dzień świąt domownicy zasiadają do uroczystego i sutego śniadania. Najbliższe świąteczne dni to czas rodzinnych odwiedzin i kolędników wędrujących z gwiazdą od domu do domu we wsiach i miasteczkach.
(Informacja z Internetu)
Ikona– obraz sakralny, powstały w kręgu kultury bizantyńskiej wyobrażający postacie świętych, sceny z ich życia, sceny biblijne lub liturgiczno-symboliczne. Charakterystyczna dla chrześcijańskich Kościołów wschodnich, w tym prawosławnego i greckokatolickiego - z okazji prawosławnego święta chcę pokazać ich przepiękną sztukę religijną- ikony…
(WIKIPEDIA)
Ikona przyciąga nas swoimi walorami artystycznymi, subtelnym antyrealizmem i kolorystyką. Jednakże takie pojmowanie ikony jako dzieła sztuki mającego zaspokoić nasze wymagania estetyczne, jest istotne... lecz nie najważniejsze. Ikona oprócz bogactwa artystycznego,- posiada znacznie większe bogactwo duchowe. Ikona bowiem jest w swojej istocie przede wszystkim dziełem modlitewny… dopiero zaś w drugim rzędzie artystycznym.
Na początku XX w. ikona została na nowo odkryta po części przez Wschód… lecz przede wszystkim przez Zachód. Kościół zachodni otworzył się na ikonę jako niezwykłe dzieło sztuki, niosące treści teologiczne i filozoficzne. Przekroczyła wówczasikona tradycyjne granice Prawosławia. Jednakże ikona nie jest zupełnie obca i Kościołowi zachodniemu. W wielu świątyniach katolickich należną czcią otoczone są cudowne ikony. Można tu wspomnieć o ikonie Matki Bożej Pasyjnej (Nieustającej Pomocy), czy Matce Bożej Częstochowskiej... Należy również zaznaczyć, że kiedy powstawały i rozpowszechniały się pierwsze ikony Kościół nie był podzielony, przeciwnie … był bardziej niż kiedykolwiek zjednoczony w organizowaniu pierwszych soborów formułujących podstawy doktryn chrześcijańskich. Ikony są zatem dziedzictwem całego świata chrześcijańskieg…, niemniej jednak jedynie w Kościele wschodnim dzięki przestrzeganiu przez ikonografów kanonu zachowały one swój pierwotny charakter.
Mówiąc o Kościele prawosławnym nie można pominąć uroku ich muzyki religijnej. Śpiew cerkiewny, stanowi oryginalny i niezwykle wysublimowany rozdział w historii europejskiej kultury muzycznej. Prawie nietknięty… często zamknięty w murach świątyń i monasterów -tworzy odrębny świat. Śmiało możemy powiedzieć, iż śpiew ten jest sztuką wielką… uderzającą bogactwem swych form, brzmień, intensywnością nastrojów i niezapomnianym urokiem
Rzadko piszę o polityce… Nie interesuję się nią,- a jeśli już, to powód musi być znaczący. Od świąt obserwuję proces wdrażania nowej listy leków refundowanych i wszystko co się wokół sprawy dzieje. Ba…. Obejrzałam nawet sporo spotkań w owej sprawie… z przeprzystojnym ministrem Bartoszem Arłukowiczem. Argumenty swoje powtarza tak często, że znam je już na pamięć. I pochwalam także fakt, iż ministerstwem kieruje osoba z branży. Uważam, że w naszym kraju bardzo potrzebna jest reorganizacja refundacji leków…- nie tak jednak wyobrażałam sobie takową. Refundacja preferować powinna leki bezpośrednio ratujące życie i te, których niepodanie organizmowi- temu życiu zagraża. Tymczasem argumenty jakich używa ministerstwo to stek bezsensów nie mających nic wspólnego z demokracją. Dlaczego?... Ano dlatego, że nie ma nic wspólnego z demokracją fakt, iż apteka nie może sprzedawać leków po cenie jaką sama ustali. Jeśli bowiem NFZ lek X refunduje w kwocie 10 zł to co obchodzi tą instytucję ile za nią zapłaci pacjent? Powodzeniem cieszyły się apteki posiadające leki w niższej cenie. I to było dobre, bo jeśli właściciel windował ceny… po prostu znikali z jego punktu klienci. Tutaj Pan Minister stanął w obronie pacjentów mieszkających w mniejszych miejscowościach… i zależnych od aptek działających na ich terenie. Wystarczyło jednak wydać na bilet do pobliskiego miasta 8 zł… by zaoszczędzić na lekach około 30 zeta. TAK… to nie wyimaginowane kwoty ale sprawdzian, jakiego sama dokonałam we własnym mieście. Jadąc do apteki oddalonej od mojego domu o kilka ulic,- na lekach zaoszczędziłam właśnie taką kwotę. Ale to było w grudniu. I jeszcze jedno… sorry Minister, ale nie interesuje mnie inny pacjent, jeśli ja… od nowego roku za pakiet leków, jaki zapisał mi lekarz, muszę zapłacić tyle- ile pacjent ze wsi... tylko dlatego, żeby było sprawiedliwie. Jeśli mamy stosować sprawiedliwość to proszę wziąć pod uwagę że pacjent ze wsi, gdy nie starczy mu na jedzenie po wykupieniu leków,- pójdzie na pole i wykopie sobie zasadzone ziemniaki. Ja- w korytkach na balkonie wyhoduję tylko szczypior i natkę od pietruszki. No… ewentualnie możemy jeszcze brać pod uwagę koper. Jeśli apteka chce sprzedać mi lek za jeden grosz, dlaczego nie może? Czy w tym przypadku demokracje nie działa? Z listy wypadło sporo leków, które Pan Minister określił jako nienowoczesne. Bazą były substancje czynne, będące takowymi w nowych- o wiele droższych lekach. Czy nowoczesność to w tym przypadku inna osłonka i dodatek glukozy? A może nowocześniejsze opakowanie jest wykładnikiem tego że lek jest lepszy? Leki tańsze- pacjent wykupił. Na nowe nie będzie go stać. Co więc lepsze? Tłumaczenie… że pozyskane środki to kwoty, które będą przeznaczane na dalsze refundacje i naukę- to bzdury. Będzie to bowiem wyglądało tak- jak wygląda sprawa z drogami. Płacimy na nie w paliwie. Kasa wędruje nie wiadomo gdzie. Być może pieniążki te, przeznaczy sobie ministerstwo na podwyżki albo premie. W końcu zawsze u nich cudem znajduje się na to kasa. Coby nie powiedzieć… w tyłek dostał najbiedniejszy- czyli pacjent. Bałagan trwa,- a pacjenci już wiedzą, że stać ich będzie tylko na połowę zapisanych przez lekarzy leków. Zapisanych na recepcie... z pieczątką o znanej już treści. Przyjdzie się leczyć u zielarek. Zioła chyba trochę tańsze. No!… to z siebie wyrzuciłam!…
Ale przystojny i inteligentny facet JEST (minister) Nienagannie ubrany i „wogóle”… Podoba mi się jako mężczyzna.
"Jestem kobietą szczęśliwą. Rano wstaję razem z moim mężem i gdy on goli się w łazience, przygotowuję mu pożywne kanapki do pracy. Potem, gdy całuje mnie w czoło i wychodzi, budzę naszą piątkę dzieciaczków, jedno po drugim, robię im zdrowe śniadanie i głaszcząc po główkach żegnam w progu, gdy idą do szkoły. Zaczynam sprzątanie. Odkurzam, podlewam kwiatki, nucąc wesołe piosenki. Piorę skarpetki i gatki mojego męża w najlepszym proszku, na który stać nas dzięki pracy Mojego męża, i rozwieszam je na sznurku na balkonie. W międzyczasie dzwoni często mamusia mojego męża i pyta o zdrowie Swojego dziubdziusia. Teściowa jest kobietą pobożną i katoliczką, znalazłyśmy wiec wspólny punkt widzenia. Po miłej rozmowie, jeśli już skończyłam pranie i sprzątanie, które dają mi tyle radości i poczucie spełnienia się w obowiązkach, idę do kuchni i przygotowuję smaczny obiad dla naszego pracującego męża i ojca, który jest podporą naszej rodziny i dla naszych pięciu pociech. Kiedy już garnki wesoło pyrkoczą na gazie, a mieszkanie jest czyste, pozwalam sobie na chwilę relaksu przy płycie z Ojcem Świętym i robię na drutach sweterki i śpioszki dla naszej szóstej pociechy, która jest już w drodze, a którą Pan Bóg pobłogosławił nas mimo przestrzeganego kalendarzyka, co jest jawnym znakiem Jego woli. Nie włączam telewizji, ponieważ płynący z niej jad i bezeceństwo mogłyby zatruć wspaniałą atmosferę naszej katolickiej rodziny.. Czasami haftuję tak, jak nauczyłam się z kolorowego pisma dla katolickich pań domu, albowiem kobieta nie umiejąca haftować nie może się w pełni spełnić życiowo. Kiedy moje dzieci wracają ze szkoły radośnie świergocząc, wysłuchuję z uśmiechem, czego dziś nauczyły się w szkole. Opowiadają mi o lekcjach przygotowania do życia w rodzinie, których udziela im bardzo miła pani z przykościelnego kółka różańcowego. Córeczki proszą, abym nauczyła je szyć, ponieważ chcą być prawdziwymi kobietami, nie zaś wynaturzonymi grzesznicami z okładek magazynów, chłopcy natomiast szepczą na ucho, że na pewno nigdy nie popełnią tego strasznego grzechu, który polega na dotykaniu samych siebie, ani nie będą oglądać zdjęć podsuniętych przez samego Szatana. Karcę ich lekko za wspominanie o rzeczach obrzydliwych, lecz jestem szczęśliwa, że wczesne ostrzeżenie uchroni moich dzielnych chłopców przed zboczeniem i abominacją. Mój mąż wraca z pracy po południu. Witamy go wszyscy w progu, po czym myje on ręce i zasiada do posiłku, a ja podsuwam mu najlepsze kąski, aby zachował siłę do pracy. Potem mój mąż włącza telewizor i zasiada przed nim w poszukiwaniu relaksu, a ja zmywam talerze i garnki i zabieram jego skarpetki do cerowania, słuchając z uśmiechem odgłosów meczu sportowego w telewizji. Wieczorem kąpię nasze pociechy i kładęje spać. Kiedy wykąpiemy się wszyscy, mój mąż szybko spełnia swój obowiązek małżeński, ja zaś przeczekuję to w milczeniu, ze spokojem i godnością prawdziwej katoliczki, modląc się w myśli o zbawienie tych nieszczęsnych istot, które urodziły się kobietami, ale którym lubieżność Szatana rzuciła się na mózgi, które w obowiązku szukają wstrętnych i grzesznych przyjemności. Zasypiam po długiej modlitwie i tak mija kolejny szczęśliwy dzień mojego życia. "
A teraz pytanie które zadał mi Długi:… „co to jest?’Odpowiedziałam:…FRAGMENT Z KSIĄŻKI: "Przygotowanie do życia w rodzinie" -autor Maria Ryś - podręcznik dla gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej o miłości, małżeństwie i rodzinie - zaaprobowany przez MEN i opłacony z Twoich podatków. Cena detaliczna20 zł. Bez komentarza...
Godziny snu reguluję. Wczoraj nareszcie udało mi się zasnąć o 23.00 Budzę się nieco po 6.00 – ale zasypiam jeszcze na godzinkę. Jeszcze parę dni i może zasypianie wyreguluję na godziny 22.30-23.00 To podobno optymalne godziny dla zdrowia.
Z ogromnym lękiem witałam nowy rok… a on zrobił mi niespodziankę w postaci lepszego samopoczucia i sprawniejszego funkcjonowania. Myślę że z ostrożnością rozhuśtam go i jakoś opanuję pęd. Miałam dziś malować. Niestety światło żadne i po zajrzeniu do lodówki okazało się, że czas stanąć troszkę przy garach. Zrobię gołąbki bez zawijania. Mam troszkę rosołku, więc pomidorowa wyjdzie. Z szybkością światła znika pasztet jaki piekłam z okazji świąt. Wyszedł przepyszny więc znika. Szyneczka zafoliowana próżniowo… może jeszcze kilka dni poleżeć.
Ruszyłam wczoraj tyłek z domu i pojechałam na małe zakupy dla Brunka. Potrzebny już był żwirek a puszeczki z karmą także się skończyły. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się że Mikołaj odwiedza także konta bankowe. Okazało się bowiem, że zajrzał także w moje i zostawił tam co- nieco, bym sama zadecydowała jaki prezent chciałabym od Niego dostać. Żałuję tylko, że dopiero teraz w to konto z okazji zakupów luknęłam. Z wielkim opóźnieniem dziękuję Mikołajowi.
Największe powodzenie u progu rozpędzającego się nowego roku maja horoskopy. TAKŻE pobiegałam po sieci wpisując hasła „2012 i waga”. Horoskopów znalazłam dostatek, choć różniły się niektóre z nich zasadniczo. Nie powiem… rozśmieszyła mnie taka sytuacja, ale ponieważ założyłam na ten rok „radzenie sobie”…. wybrałam po prostu te najkorzystniejsze. A co!-…. Jak kusić los dobrem to kusić. Sprawdzę w grudniu co z nich sprawdziło się,- a co NIE.
Styczeń:
Na początku miesiąca możesz popaść w depresyjny nastrój. Przetrzymaj ten przykry okres, bo każdy następny tydzień będzie się rozwijać dla Ciebie korzystnie. W końcu zauważysz, że świat wcale nie jest dla Ciebie taki zły i Twój nastrój będzie coraz lepszy, aż w końcu stanie się wyśmienity.
Luty:
Mimo, że będziesz odczuwał coś w rodzaju strachu przed przyszłością, to jednak musisz sobie uzmysłowić, że nie będą Cię spotykały jakieś spektakularne klęski. Owszem, czasami będą Cię w lutym nękały drobne problemy, ale poradzisz sobie z nimi śpiewająco. Daj sobie więcej luzu i pamiętaj, że człowiek żyje po to, aby żyć i działać, a nie po to, aby czekać na gwiazdkę z nieba.
Marzec:
Ktoś Cię będzie chciał zmusić do intensywnej pracy, na którą Ty nie masz najmniejszej ochoty. Na początku będzie Ci się udawało markowanie i udawanie. W końcu zostaniesz jednak rozszyfrowany. Nie udawaj wtedy, że ktoś się myli w swoich sądach, tylko weź się solidnie do pracy. W przeciwnym razie możesz wiele stracić.
Kwiecień:
Ten miesiąc będzie początkiem Twojej szczęśliwej passy, jaka czeka Cię w tym roku. Jednak bardzo wiele zależy od Ciebie. Chociaż szczęście samo będzie wpadać Ci w ręce, Ty też musisz wykazać się choćby odrobiną inwencji. Nie czekaj, a zbierz w sobie całą odwagę i wychodź naprzeciw temu szczęściu. Co jednak najważniejsze – nie wmawiaj sobie, że „to się nie uda”. Wszystko będzie Ci się udawać. Bądź więc dobrej myśli.
Maj:
Będzie Cię otaczał wianuszek osób płci przeciwnej. Możesz przebierać i wybierać, ale bądź bardzo ostrożny, bo takim zachowaniem możesz zrazić osobę na której tak bardzo Ci zależy. Osoba ta jak na razie będzie udawała, że jesteś jej obojętny, ale to tylko pozory. Tak naprawdę możecie być razem, a Ty się nie zniechęcaj.
Czerwiec:
Zostaniesz doceniony za swoje zasługi. Odbije się to pozytywnie nie tylko na Twoim ego, ale także na Twoim portfelu. Co prawda nie będzie to jakiś kolosalny zastrzyk pieniędzy, ale zawsze coś. Jest ktoś, kto potrzebuje Twojej pomocy, ale nie wie jak o nią poprosić. Zwróć się do tej osoby z propozycją pomocy. Ty pomożesz, a potem sam otrzymasz pomoc w bardzo ważnej dla Ciebie sprawie.
Lipiec:
Nie myśl, że wszystko będzie Ci podane na talerzu. Nieco spocząłeś na laurach i dlatego Twoje szczęście nieco się od Ciebie oddali. Lipiec, to miesiąc, w którym będziesz musiał podjąć bardzo ważną decyzję. Nie odkładaj tej decyzji na później, nie zwlekaj, bo jeśli nie zrobisz tego w lipcu, to może się okazać, że okazja Cię ominęła i żadna decyzja nie będzie już potrzebna.
Sierpień:
No i znowu wszystko zacznie układać się jak w bajce. Będziesz miał spokojną głowę i nic nie będzie zakłócać Twojego spokoju. W sferze uczuć nastąpi stagnacja, ale będzie to stagnacja bardzo pozytywna, gdyż uczucia chociaż nie będą wzrastać, to też nie osłabną. Ponownie oczekuj na drobny zastrzyk gotówki. Bez skrupułów możesz wykorzystać go na rozrywkę lub zakup czegoś o czym zawsze marzyłeś.
Wrzesień:
Ktoś narzuci na Ciebie masę obowiązków, a Ty nawet nie zauważysz ile pracy będziesz musiał włożyć w realizację tych obowiązków. Wszystko przez to, że we wrześniu energia będzie Cię wprost rozpierać, a dzięki solidnej pracy będziesz mógł ją rozładować w sposób konstruktywny. Wciąż nie opuści Cię szczęście, choć zaczniesz marudzić, że to wszystko mało. Chociaż apetyt rośnie w miarę jedzenia, to Ty nie przesadzaj, aby los się na Ciebie nie pogniewał.
Październik:
Ktoś będzie chciał Cię sprowokować do działań, które mogą obrócić się przeciwko Tobie. Musisz być bardzo ostrożny i rozważnie podejmować każdą decyzję. Szczególną uwagę zwróć na osobę, która zaproponuje Ci korzystny interes. Nie wchodź z tą osoba w układy, bo się sparzysz.
Listopad:
Wygląda na to, ze zapomnisz o tym, że oprócz przyjemności masz też obowiązki. To spowoduje, że na krótki czas wpadniesz w niewielkie kłopoty, będziesz oceniany i krytykowany. Na szczęście dość szybko zreflektujesz się i zaczniesz naprawiać swoje błędy. Będzie to docenione przez tych wszystkich, którym na Tobie zależy i którzy w Ciebie wierzą. Wbrew pozorom jest kilkoro takich ludzi.
Grudzień:
Na początku miesiąca czeka Cię rozczarowanie, które bardzo mocno odbije się na Twojej psychice, a tym samym na samopoczuciu. Później będzie tylko lepiej. Spokój, odpoczynek, mile spotkania, aż w końcu spotka Cię niesamowita niespodzianka. W ten sposób bardzo szybko zapomnisz o rozczarowaniu i choć to koniec roku, to będzie tak, jakbyś rozpoczynał nowe życie.
I drugi:…
W tym roku jeszcze trochę przygniecie Was wymagający Saturn, ale zarazem jest to okazja, żeby sobie wysoko postawić poprzeczkę i osiągnąć szczyty swoich możliwości, cokolwiek robicie. Zarówno Wy same jak i otoczenie będzie dla Was wymagające, ale dzięki temu odkryjecie w sobie takie cechy jak wytrwałość i solidność. Spóźnialskie i roztrzepane Wagi będą mogły popracować nad tą częścią swojej osobowości. Wasze wysiłki co prawda nie od razu przyniosą spodziewane efekty, co więcej nagroda za pracę może przyjść z opóźnieniem, ale za to przyniesie Wam mnóstwo satysfakcji i zadowolenia. Dlatego nie zrażajcie się trudnościami w waszej drodze, bo tylko wyrobią w Was siłę charakteru i zahartują Was na przyszłość. A budowla, jaką teraz wzniesiecie, będzie mieć solidne fundamenty, które przetrwają niejedną burzę, także w sensie metaforycznym. W drugiej połowie roku zdecydowanie wam się polepszy.
Luty będzie udanym miesiącem pod względem zawodowym, Słońce z Wodnika doda Wam energii i optymizmu, a dobre samopoczucie sprawi, że z entuzjazmem podejmiecie każde wyzwanie. Koniec marca i kwiecień mogą być trochę nerwowe. W sprawach zawodowych w tym czasie nie wszystko będzie się układać po waszej myśli. Natomiast kwiecień będzie udanym miesiącem jeśli chodzi o życie towarzyskie, miłość i związki. Samotni będą mieli okazje poznać drugą połówkę, a harmonijny wpływ Wenus aż do początków sierpnia umili wasze życie codzienne. Kontakty i wszelkie relacje z innymi ludźmi powinny wtedy przebiegać bezproblemowo.
Od czerwca do Wenus dołączy Jowisz. Dwie planety uważane w astrologii za zwiastuny dobrobytu i radości będą wspierać wasze życie praktycznie w każdej dziedzinie. Jedyne co Wam grozi, to trochę lenistwa. Uważajcie żeby nie popaść w samozachwyt, bo kiedy do wszystkiego będziecie mieć szczęście, a dobra passa będzie trwać, możecie sobie trochę pofolgować. Od połowy czerwca nadejdzie wasz czas zarówno w pracy jak i miłości. Czekają Was sukcesy na stanowisku, na jakim jesteście. Odetchniecie z ulgą, bo powodzenie będzie Wam sprzyjać.
Jeśli na drugą połowę roku zaplanujecie podróż albo urlop gdzieś z dala od miejsca zamieszkania, to z wakacji przywieziecie nie tylko doskonały humor, ale też inspirację. Nowe miejsca mogą okazać się kopalnią wiedzy. Możecie oczekiwać, że rozwiniecie się nie tylko intelektualnie ale też rozszerzycie swoje horyzonty myślowe i poznacie wiele interesujących osób, które będą chętne pomóc Wam, udzielić potrzebnej rady czy wsparcia nie tylko moralnego. Dla osób prowadzących własny biznes jest to duża szansa rozwój, pozyskanie nowych klientów, zdobycie nowych rynków. Koniecznie zainwestujcie w reklamę swojej firmy i pomyślcie przyszłościowo, zaplanujcie strategię i inwestycje co najmniej na nadchodzący rok, albo może i dalej.
Dla Wag pozostających w stałym związku od jesieni nastanie czas harmonii i miłości. Może nawet zechcecie stanąć przed ołtarzem, jeśli jeszcze tego nie zrobiłyście. W każdym razie wasz związek będzie dla Was bardzo satysfakcjonujący. Wspólna wyprawa w nieznane albo urlop w egzotycznym kraju może sprawić, że odkryjecie siebie na nowo i wasze uczucie rozkwitnie po raz kolejny. Ogólnie będzie to dla Was udane pół roku, pełne szans i możliwości na rozwój i zdobywanie wiedzy. Wagi preferujące bardziej wyluzowany styl życia czeka pełno okazji do zabawy, imprez i mile spędzonego czasu w dobrym towarzystwie.
Wczoraj poszłam spać przed północą… i przed północą zasnęłam. Były problemy rankiem, ale trudno. Ustabilizuję sobie wszystko preparatami ziołowymi. Dziś planuję na sen godzinę 23.00 – mam nadzieję na sukces.
Ruszyłam dziś także sprawę ciepła. Wyrypałam pismo do MZBM o zmianę współczynników w rozliczaniu podzielników. Mam czas… lekkie pióro… skrzynkę e-meil do wysyłania bezpłatnej poczty. Następne pisma będą dotyczyły remontu lokalu o 60 letnim stażu. Niech odpisują. Może komuś się sprzykrzy.
Plany dotyczące innych spraw o które do tej pory nie zadbałam-także już mam.
Tylko dlaczego mam znów kłopoty z akumulatorem?! Yesu… Jak ruszę jedno wali się drugie. Ale….. sukcesywnie… konsekwentnie…- do celu. Z katarem… bo już gdzieś złapałam.
Wystartowałam w ten nowy… pełen moich obaw rok. Ponieważ poranki są dla mnie ostatnio bardzo trudne, postanowiłam w ten pierwszy dzień nowego, leżeć w łóżku tak długo,- jak długo będę miała na to ochotę. I miałam ochotę do 12.00 ale co tam. Długiego nie było w domu… Sylwestrował do 16.00.Z obowiązkami poradziłam sobie nadspodziewanie łatwo…- może więc i cały rok, tak łatwo będę sobie radziła. Otrzymałam (poza życzeniami naturalnie) telefon… który może nie ucieszył mnie tak bardzo,- jak sprawił satysfakcję. Plany i postanowienia?... Mam jeden plan i jedno tylko postanowienie: - NIE DAĆ SIĘ I WALCZYĆ DO UPADŁEGO. Koniec ze spolegliwością… Koniec z woalowaniem przekazu, który powinien być stanowczy i niepodważalny. W styczniu muszę także zacząć realizację nowego pomysłu na twórczość. Jeśli wypali… choć niewielkie będą zyski, zwróci mi się cześć nakładów na wystawy. Rok będzie bardzo trudny. Kryzys nie pozwoli na rozwijanie sztuki. Każdy grosz to rachunki, dom, żywność… a o inwestowaniu w kupno obrazu,- z pewnością pomyśli niewiele osób. Muszę także od nowego roku przesunąć sobie mój wewnętrzny zegar. Nawet nie wiem jak to się stało… że spać chodzę około pierwszej w nocy… a ranki to tyrada wstającego dnia. Konsekwencją są ilości wypijanej kawy i znów pogarszające się samopoczucie.
Zauważyłam ostatnio niepokojące zachowania sporej ilości znajomych. Zamiera w nich bowiem otwartość. Nie to jest jednak najgorsze, bo potrafią wylać na otoczenie swoje żale spowodowane niepowodzeniami. Samolubstwo… znieczulica… i dbanie wyłącznie o interes własnego nosa, zdominowało zachowania i stosunek do całego otoczenia. Nawet do najbliższych. Tłumaczenie że takie jest życie i zmuszają do tego ludzie –nie jest tłumaczeniem tak, jak nie jest właściwym określenie że jest się „trochę uczciwym”. Zachowania takie są jak kulka ze śniegu staczająca się ze zbocza. Tworzy u stóp wzgórza śnieżny głaz, który uderzając w napotkane drzewo, łamie i niszczy nie tylko przeszkodę. Niszczy także samego siebie. Zrozumienie tego nie jest takie trudne. Trudne natomiast będzie odbudowanie wizerunku który się miało… i który każdy chciałby mieć całe swoje życie.
Czas na spoczynek nocny i odwracanie złych nawyków. DOBRANOC…