FLAMENCO
poniedziałek, 20 czerwca 2011
niedziela, 19 czerwca 2011
akceptacja... tolerancja... i kultura osobista
Zawsze… tak i teraz sporo kręci się wokół akceptacji… tolerancji jednostek z naszego otoczenia. Akceptacja według wikipedii to wyrażenie zgody, przyjęcie, aprobata, potwierdzenie dla czegoś lub kogoś. I ponieważ to modne,- staramy się ( czasem nawet wbrew swoim poglądom) być tolerancyjni… albo chociażby pokazać że tacy jesteśmy. Robimy to z różnych pobudek i nie o tych pobudkach dziś rozmyślam. Rozmyślam bowiem o ludziach, którzy nie bardzo potrafią się w tych tolerancjach i akceptacjach znaleźć. Światopogląd według którego dobry i godzien akceptacji jest tylko ten, który spełnia nasze według niego oczekiwania,- nie ma nic wspólnego z właściwą akceptacją czy tolerancją. O co mi chodzi? Ano chodzi mi o to że czasami granice są płynne i nie raz ludzie gubią się w tym co można a czego nie. Bo staramy się tolerować ludzkie przywary i słabości,- jednak to nie może być tak, że tolerować będziemy przemoc w domu tylko dlatego że mąż ma taki charakter. Nie możemy również tolerować zaniedbania gromady dzieci przez matkę… tylko dlatego „że pije”. Moim zdaniem… jeśli jednostka oczekuje w stosunku do siebie bezgranicznej i bezwzględnej akceptacji, nie tędy droga. Otaczamy się zazwyczaj ludźmi, którzy mają podobne światopoglądy. Podobnie myślą i podążają w podobnym kierunku. Mowa tu jednak o przyjaźniach. Pamiętać należy także o tych, których zdania znacznie różnią się od naszych i niezbyt chętnie przebywamy w ich towarzystwie choć i oni zasługują na szacunek i przyzwolenie dopóki nie przekraczają pewnych norm. No tak…- tylko te normy to znów płynna granica i dyskutować można latami… w którym przebiega ona momencie. Ja myślę że miejsce tej granicy przebiega tam, gdzie kończy się szacunek dla naszej osoby a zaczyna obrażanie i poniżenie. I nie może osoba którą tolerujemy… wymagać od nas akceptacji tego co robi. Bo przecież istnieje różnica między tolerancją a akceptacją. Akceptacja jest ostatnią najwyższą formą tolerowania drugiego człowieka i o ile mogę tolerować związki homoseksualne, absolutnie nie akceptuję możliwości adoptowania przez nich dzieci.
Temat który poruszyłam, jest przemyśleniami postu WP na temat niezgody religijnej. Bezustannych tarć i walk o wiarę… jej zasady i wszystko,- co ma z tym wspólnego. A to „wspólne” to całe nasze życie i nie tylko sfera prywatna.
Jeśli tylko mamy inne zdanie na pewien temat, pieniacze potrafią walczyć do upadłego… i nie chodzi tu o właściwą prawdę. Chodzi przede wszystkim o NASZE ZDANIE. Postawy są różne. Od tych,- świadczących o bardzo wysokiej kulturze osobistej… do tych w których „wyciera się jak szmatami” osoby o innym światopoglądzie. No cóż- część ludzi uważa… że będąc w internecie anonimowymi, mogą pozwolić sobie na pewne zachowania. Dla nich nieistotnym jest fakt, że są jednostkami ludzkimi i nieważne, że pozostała część dyskutujących nie zna ich nazwiska. Wylewają z siebie swoje błoto- bo są nieidentyfikacyjni. Specyficzne to miejsce i uważam że ogromna cześć naszego społeczeństwa długo jeszcze dorastała będzie do poziomu,- w którym właściwie korzystać będzie z dobrodziejstw internetu.
Odpoczęłam… Wszystko co ostatnio się działo,- mocniej pchnęło do pracy. Tylko pracą udoskonalać mogę warsztat i sprawić by wytwory rąk były lepsze.
Nie zawsze mam na to chęci i siły. Jestem zmęczona…. Bardzo zmęczona.
„Boże dziękuję za to co mi dałeś za to co mi zabrałeś i za to czego mi oszczędziłeś”.
sobota, 18 czerwca 2011
po wystawie...
Było wyjątkowo… cudownie… energetycznie… tłumnie… i także rodzinnie. Frekwencja dopisała w sposób jakiego jeszcze nie widziałam. Tłumnie było i miło. W pawilonie w którym wystawiłam swoje prace ogromny ruch. Organizacyjnie, końcowo bardzo wsparła mnie rodzina, a i tak wróciliśmy z Długim do domu po północy. Na rogatkach miasta przywitały nas fajerwerki trwającej właśnie w mieście La strady. Zbieg okoliczności a jak miło!
Od rana zakupy w sklepie dla plastyków. Teraz potrzebuję czasu i jeszcze raz czasu na pracę. Spodziewałam się po wystawie, że uda mi się zauważyć jaką tematyką obrazów zainteresowani są odbiorcy. Niestety każdy z nich interesował się czymś innym i trudno mi określić na co nastawić się przede wszystkim. Chcąc zarobić na życie nadal malować muszę „pod klienta” a nie to… co chciałabym i co fascynuje mnie najbardziej. Setki pomysłów… Ogromna chęć ich realizacji…- a tu… tematy które zejdą. Teraz nowe port folio. To bardzo ważne. Wizytówki… Wszystko zeszło podczas wystawy w mgnieniu oka. Perspektywa nowych wystaw i przygotowania. Wszystkim zajmuję się sama. Czasu brakuje na każdą czynność.. Pomysł malowania obrazu podczas wystawy znakomity… tylko jak to wszystko zorganizować. Czas…. Czas… czas…
czwartek, 16 czerwca 2011
zaniedbania...
Przygotowywałam się do wystawy. Wyjeżdżam jutro. Na i-meile odpowiem po powrocie bo:
-nie bywałam w necie z braku czasu
-miałam uszkodzony komputer
Mój świat to kilometry niekończącej się drogi
Która pozostawia za sobą ślad niespełnionych marzeń
Gdzie byłeś? - słyszę jak mówisz -
Spotkam się z tobą w Smutnej Kafejce
Ponieważ właśnie tam, ten, który wie
Spotyka tego, który nie dba o nic
Karty losu
Starszy pokazał młodeszmu,
Który ośmielił się podjąc ryzyko
że już nie powróci
Gdzie byłeś?
Dokąd zmierzasz?
Chcę wiedziec, co nowego
Chcę iśc razem z tobą
Co widziałeś?
Co nowego wiesz?
Dokąd zmierzasz?
Bo chcę iśc razem z tobą.
Więc spotkaj się ze mną w Smutnej Kafejce
Koszt jest wielki a cena wysoka
Pożegnaj się ze wszystkim, co wiesz
Twoja niewinnośc i niedowiadczenie
Nie mają teraz znaczenia
Bo to jest tam, gdzie ten który wie
Spotyka tego, który nie dba o nic
Gdzie byłeś? -
Słyszę jak mówisz -
Spotkam się z tobą w Smutnej Kafejce
Więc spotkaj się ze mną w Smutnej Kafejce
Która pozostawia za sobą ślad niespełnionych marzeń
Gdzie byłeś? - słyszę jak mówisz -
Spotkam się z tobą w Smutnej Kafejce
Ponieważ właśnie tam, ten, który wie
Spotyka tego, który nie dba o nic
Karty losu
Starszy pokazał młodeszmu,
Który ośmielił się podjąc ryzyko
że już nie powróci
Gdzie byłeś?
Dokąd zmierzasz?
Chcę wiedziec, co nowego
Chcę iśc razem z tobą
Co widziałeś?
Co nowego wiesz?
Dokąd zmierzasz?
Bo chcę iśc razem z tobą.
Więc spotkaj się ze mną w Smutnej Kafejce
Koszt jest wielki a cena wysoka
Pożegnaj się ze wszystkim, co wiesz
Twoja niewinnośc i niedowiadczenie
Nie mają teraz znaczenia
Bo to jest tam, gdzie ten który wie
Spotyka tego, który nie dba o nic
Gdzie byłeś? -
Słyszę jak mówisz -
Spotkam się z tobą w Smutnej Kafejce
Więc spotkaj się ze mną w Smutnej Kafejce
wtorek, 14 czerwca 2011
poniedziałek, 13 czerwca 2011
po trzech dniach gwałtu na uszach i duszy...
Mam dość galopu życia. Jest za szybkie… a zwłaszcza za szybkie są dobre chwile. Radość z tego czasu zawsze umniejsza mój rozsądek o fakt, że już za chwilę przyjdzie znów zmagać się z kłopotami i trudnościami. Nie… Nie zawsze taka byłam. Zawsze gdzieś w głębi czaił się optymizm… ufność w dobro losu… wiara w ludzi… przekonanie że po burzy zawsze kiedyś wyjdzie słońce. Nie ważne na jak długo… Ważne że wyjdzie i ogrzeje zmrożone trudnościami życie. To- co było jeszcze dobre,- zaczyna umierać. I umiera tak szybko jak upływający czas. Umiera ufność w uczciwość ludzką. Prawdę… i normalne, szczere kontakty międzyludzkie. Przykładami wredoty ludzkiej mogę sypać jak grochem z rękawa. Niektórą nieszczerość jestem w stanie usprawiedliwiać. Sama staram się być mało wylewną, jednak wyjątkowych świństw nie toleruję i trudno jest mi zrozumieć posunięcia jednostek. Krótko ludzie skrywają zawiść… bo tak bardzo zżera ona ich świadomość, by ze wstydu chować ją ciągle przed światem. Pyszałkowatość… kosztuje czasem łatwowiernych znajomych ,- bo wierzą w to… co słyszą. Uczę się więc ludzi i ludzkiego języka. Uczę się tego- jacy są i wiem, ze oceniać ich należy przede wszystkim po czynach… - nie słowach. Dni miasta… i trzydniowy maraton muzyki RÓŻNEJ przed moimi oknami, uniemożliwił zarówno oglądanie TV jak i słuchanie „mojej” muzyki. Spotkania towarzyskie jak i zwyczajną rodzinną rozmowę. Festyn zablokował także i wyjazd własnym autkiem jak i jakiekolwiek normalne codzienne czynności. NIE!! Okien nie mogłam pozamykać bo nie mam w domu klimatyzacji. Trzy doby spędziłam więc, na kontemplacji i analizowania wszystkiego co dzieje się wokół. Barwy wniosków nie należały do tych najpiękniejszych… jednak przy narodzinach matka nie obiecywała mi tego- że życie będzie łatwe i cudowne. Ponieważ nieszczęścia chodzą parami… uszkodzeniu uległ także mój komputer. Naprawiłam i czekam co jeszcze zaserwuje mi mój kochany los. Na razie klient nie odbiera zamówionych prac (trzeba było wziąć słona zaliczkę/wiara w ludzi). W piątek spora wystawa i nadzieja, że coś się spodoba. A dalej… Dalej nie myślę. Żyję z dnia na dzień.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
wtorek, 31 maja 2011
sobota, 28 maja 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)






